Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...



W lutym pojechaliśmy z Markiem, Wiolą i Kasią na trzy dni w góry i w kompletnie nieodpowiedzialny sposób wybraliśmy się na Wielką Raczę. Uprzedzę fakty i dodam, że wszystko dobrze się skończyło, a GOPR nie musiał interweniować. Wejście na szczyt kosztowało nas ponad pięć godzin. Pięć godzin, na które kompletnie nie byliśmy przygotowani! Za późno wyszliśmy, nie wzięliśmy ze sobą żadnego prowiantu, że nie wspomnę o latarce. Mieliśmy moment, kiedy zmęczeni brodzeniem w śniegu, który sięgał nam miejscami powyżej kolan, chcieliśmy zawracać. Każde wzniesienie dawało nam nadzieje, że jesteśmy już u celu, lecz kiedy byliśmy na szczycie, okazywało się, że czeka nas kolejne zejście i kolejna górka do zdobycia. I tak do wieczora. W pustym schronisku zjedliśmy coś ciepłego i zaczęliśmy się zbierać do wyjścia, ku wyraźnemu zaskoczeniu gospodarzy.
Kasia wspomina to tak: «gdy schodziliśmy oblodzonym szlakiem, pełni strachu i obaw (bo nawet właściciel schroniska stwierdził, że chyba jesteśmy nienormalni) Witek tworzył wiersze i zachwycał się gwiazdami na pięknym, bezchmurnym, wolnym od łuny miejskich latarni niebie. Oprócz Wielkiej Raczy najbardziej pamiętam Greatest Hits ulubionego zespołu Marka – Budki Suflera. Góry wysokie, co mi z wami walczyć karze...
– słuchaliśmy tego w kółko, bo tylko tę jedną kasetę zabraliśmy ze sobą.» W przeciwieństwie do Kasi nie przypominam sobie, żebym miał jakieś obawy, wręcz przeciwnie, zejście bardzo mi się podobało i bardzo szybko nauczyłem się przewracać na lodzie zupełnie bezboleśnie. Poza tym na leżąco niebo było o wiele lepiej widoczne!


Kasia: «Ostatni dzień spędziliśmy na turlaniu się z górki, tarzaniu w śniegu i kąpieli w wolno stojącej wannie. Potem musieliśmy suszyć ciuchy, a do ubrania został nam tylko suchy śpiwór, co widać na zdjęciach. Zobaczcie sami, ile radości może dać trochę śniegu!»

