Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...

Uwielbiamy dobre jedzenie, a brak piekarnika w naszej kuchni znacznie nasze kulinarne możliwości ogranicza. Tak się składa, że na pewnym portalu pojawiło się właśnie ogłoszenie, że ktoś za symboliczne 50 zł chce takiego jednego oddać. Popatrzyliśmy na mapę i po krótkiej naradzie postanowiliśmy go adoptować, a następnie w naszej magicznej kuchni pełnej niespodzianek zainstalować. Oczywiście wszystko w locie do Krakowa, gdzie ostatnio bywamy rekordowo często.



Najpierw pretekstem był darmowy wstęp do wszystkich filii Muzeum Narodowego w Krakowie, oczywiście zwiedziliśmy wszystkie, niektóre nawet wielokrotnie! Teraz w Krakowie bywamy głównie w celach naukowych, a mówiąc dokładniej, studiujemy na tutejszej najwyższej uczelni trudną japońską sztukę władania sznurkiem, czyli shibari. Co nie znaczy, że do innych przybytków nas nie ciągnie. Tym razem padło na Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, które akurat tego dnia było za darmo.


Pobyt w Krakowie jak zwykle był bardzo owocny i przyjemny, a przywieziony souvenir będzie nam o tym podczas wielu posiłków przypominał. Owszem, początkowo był trochę narowisty i nawet trochę kopał nas prądem, ale pogłaskałem go śrubokrętem i w końcu się uspokoił, więc chyba nas polubił! Pierwszym daniem, jakie dla nas przyrządził było Chaczapuri!

