Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...



Sezon wspinaczkowy zakończony, może więc byśmy dla odmiany wybrali się w góry? Ostatnio w Tatrach miałem problemy z kolanem, więc trochę się boję, ale Kasia proponuje Beskid Żywiecki. No dobrze, czemu nie. Wstajemy rano, żeby nie powiedzieć w nocy, i jedziemy pociągiem do Rajczy. Jest trochę śniegu, a w nos delikatnie szczypie mróz, jednym słowem idealne warunki na zimowy spacer!
Kasia wszystko zaplanowała, więc ja tylko posłusznie idę, gdzie mnie prowadzi – niebieskim szlakiem, podobno na Halę Boraczą, ale nie wiem. Nie pamiętam, czy kiedyś tu byłem. Może chce mnie gdzieś zgubić w lesie za karę? Wilkom na pożarcie prowadzi? Próbuję sobie przypomnieć, czym mogłem ostatnio podpaść. Może jak kazałem jej prowadzić Zimnego Herberta w Łutowcu? Ledwie zacząłem o tym myśleć, a Kasia straszy, że co prawda była tu kilka razy, ale ma tendencje do gubienia się wszędzie. No to po mnie.





Zresztą czym ja się przejmuję. Co to, nigdy się nie zgubiłem? Podobno zgubiłem się nawet na plaży, gdy miałem dwa latka! Jak się zgubimy, to się najwyżej znowu znajdziemy. Chyba że mnie specjalnie z jakiegoś urwiska zepchnie! Wiesz Kasiu, idź może lepiej przodem...
Idziemy równym krokiem. Cieszymy się spokojem i ciszą. Na szlaku spotkaliśmy na razie chyba tylko jedną osobę! Wiatru prawie nie ma, słońce miło grzeje w policzki, mróz lekko szczypie...



Jest zima i szybko robi się ciemno, więc gdy doszliśmy do rozgałęzienia szlaku, trzeba było podjąć decyzję, co możemy bezpiecznie zrobić, żeby nie schodzić w ciemnościach. Stanęło na tym, że nie musimy iść od razu do schroniska i zdążymy wejść jeszcze na Radykalny Wierch.





No i Kasia wyprowadziła mnie w pole. A w zasadzie na halę. No bo miał być Radykalny Wierch, tak? No a tabliczka mówi, że to nie żaden Wierch, tylko hala! I niby na Wierch nie wolno? Bez sensu. To po to wstawałem o czwartej rano, żeby wejść na halę jak jakaś owca? Muszę się napić! Dobrze, że zupełnie przypadkowo mam przy sobie piwo. Bezalkoholowe oczywiście. Gdyby ktoś miał ochotę się tu zimą wybrać, to zapraszam do przewodnika:
Rajcza – Hala Radykalna – Rysianka – Hala Boracza – Milówka (Beskid Żywiecki) – przewodnik