Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...


Październik się kończy, ale pogoda dopisuje, więc łikend postanawiamy spędzić na Jurze. Wspinamy się między innymi na Lechforze, najwyższej chyba skale w Rzędkowicach. Uroku jej odmówić nie można, więc nie dziwota, że i Jerem z podziwem w jej stronę spogląda, ale prowadzić nie chce. Mówi, że może kiedyś.






Na razie tylko strzela oczami i pierdzi. Ale za to jak pierdzi! Łooo, panie! Aż się spodnie od ciśnienia tych wiatrów prują! Ja też lubię sobie porządnie pierdnąć, ale takich efektów nigdy nie osiągnąłem! Jednak co młodość, to młodość!



Podczas tego wyjazdu po raz pierwszy czysto poprowadziłem drogę Panzer General (VI.1) RP, oczywiście tradycyjnie zaraz po mnie zrobiła tę drogę również Kasia1. Jako ciekawostkę dodam, że trudniejszy wariant tej drogi (za VI.3) nosi niemal poetycką nazwę „Lewatywa lewaka”.

Niezbicie dowodzi to postawionej niegdyś przeze mnie tezy, że Kasia wspina się znacznie lepiej ode mnie, ale żeby nie robić mi przykrości kończy drogi dopiero, gdy jakimś cudem uda się to mnie.