obywatel WuWu – strona domowa

Album rodzinny

Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...

Wrocław, Sokoliki, Poznań czyli wakacje 2018, część pierwsza

Śliwice

Kasia i Dusia

W drodze! Znowu w drodze! Jest coś ogromnie podniecającego w podróżowaniu, kiedy zarzucasz plecak, wskakujesz na rumaka i ruszasz w nieznane, nie wiedząc, co się czai za zakrętem. Z Tychów ruszamy w składzie: babcia Krysia, Kasia, Dusia, Jerem i ja. Kierunek Śliwice, skąd po szybkim przegrupowaniu i krótkim postoju mamy jeszcze tego samego dnia jechać w Sokoliki, ale jak już mówiłem, w podróżach jedną z piękniejszych rzeczy jest nieprzewidywalność. Z uwagi na fatalną pogodę postanawiamy zmienić plany i zatrzymać się tutaj na nocleg. Dobranoc.

Wakacje zacząć czas

Wrocław

Witek i JeremiKasia i Jeremi

Następnego dnia nic nie wskazuje na poprawę aury, więc postanawiamy przesunąć Sokoliki, a wzbogacić program wycieczki o zwiedzanie Wrocławia. Deszcz nie zachęca do spacerów, szukamy więc atrakcji przykrytych dachem, w ten sposób trafiając do muzeum „Pana Tadeusza”. Jak się okazało, wcale nie jest to muzeum poświęcone słynnej wódce, tylko jakiemuś Mickiewiczowi i jego epopei. Polecam tylko dziwakom i wielbicielom romantycznej poezji.

Kasia i JeremiJeremi SyzyfemWrocław

W przerwach od opadów deszczu szukamy oczywiście krasnali, takich krępych kurdupli, w których gustowała Śpiąca Królewna. Wedle sprawdzonych źródeł utrzymywała stosunki z siedmioma na raz (dlaczego opowiada się o takich rzeczach dzieciom?), więc musiało być z niej niezłe ziółko, bo jak wiadomo, są to stworzenia bardzo wytrzymałe i pracowite. Było to zresztą inspiracją dla jednego z teledysków dziecięcego zespołu Rammstein. Jak widać, krasnale rozpanoszyły się także po stolicy dolnego Śląska. Tropimy świntuchów z ogromną zawziętością, ale że pada często i gęsto, to tak po prawdzie więcej czasu spędzamy w Spiżu, innym ciekawym, a usytuowanym na Rynku muzeum.

Kasia i Jeremi

Niespodziewanie odkrywamy tam piwo bananowe. Kupiłem eksponat z czystej ciekawości i niemal z pewnością, że nie przypadnie mi do gustu. Bardziej z obowiązku naukowca i odkrywcy niż z przekonania. Ku mojemu zaskoczeniu piwo nam posmakowało. Naprawdę nie potrafię wyjaśnić dlaczego, bo zdecydowanie preferuję piwa goryczkowate, bez żadnych owocowych udziwnień, a tu taka niespodzianka! Mówiłem już, co najbardziej lubię w podróżach?

Kasia i JeremiJeremiKasia

Sokoliki

SokolikiKasia i Jeremi

Nadal pada, ale prognozy się poprawiają. Postanawiamy dzisiaj po południu, bez pośpiechu, ale jednak zdecydowanie ruszyć w dalszą drogę. Docieramy na pole namiotowe i w deszczu rozbijamy nasze schronienie. Gramy w szachy, czytamy Pana Tadeusza, tudzież inne książki i wznosimy modły o piękną pogodę dnia następnego.

Podziałało. Rano budzi nas wesołe słoneczko. Zabieramy plecaki i ruszamy się wspinać! Ostatnio byliśmy tutaj dwa lata temu i spaliśmy w innym obozie, ale ostatecznie znajdujemy interesujące nas formacje skalne i zaczynamy tak zwane łojenie. Najpierw rozgrzewkowa piątka na Chatce. Od ostatniego razu Jerem zrobił zdecydowane postępy, teraz idzie jak burza i bardzo szybko pokonuje drogę. My utwierdzamy się w przekonaniu, że wspinanie jest najlepszym dodatkiem do słońca i piwa. Nie należy go przedawkowywać, ale raczej wpleść w zrównoważoną dietę. Na zdrowie!

Kasia i Chrzan
JeremiJeremiKasiaKasiaWitekJerem i KasiaKasia
JeremiWitekWitek

Pogoda zmieniła się o 180 stopni, więc w ciągu następnych dni staramy się jak najwięcej z niej korzystać. Ograniczamy się raczej do łatwych dróg, ale i tak wspinanie daje nam ogromną frajdę. Skały, świeże powietrze, słońce. Ładujemy akumulatory, relaksujemy się i cieszymy wspólnie spędzonym czasem, nie ważne, czy jest to wspinanie, czy po prostu wspólne pichcenie i konsumpcja w kuchnio-jadalni. Inna sprawa, że Jerem i Kasia nie znają umiaru i czasem robią taką wiochę, że muszę udawać, że ich nie znam!

WitekWitekKasiaWitekJeremiKasiaKasia

Dopiero czwartego dnia złapała nas była pod skałą burza, za to tak intensywna i nagła, że nie zdążyliśmy nawet uciec z liną. Zdemontowaliśmy wszystko w strugach deszczu, przemakając dokumentnie. Nie zepsuło nam to jednak humoru! Wręcz przeciwnie. Brudni, przemoczeni, ale z uśmiechem na ustach wracamy do obozu i suszymy cały sprzęt, następnie ogrzewając się ciepłym obiadem. Nie rozumiem, jak można nie lubić deszczu latem!

SokolikiJeremiKasia i Jeremi
Jerem, Witek i KasiaJerem i KasiaJerem i KasiaKasia, Witek i Jerem

Śliwice

W ŚliwicachDusia i JeremiKasia i Jeremi przed Halą Stulecia

Do Śliwic wracamy wcześniej, niż planowaliśmy, z uwagi na nagłą chorobę babci Filci. Dokonujemy kolejnego strategicznego przegrupowania sił. Krysia zostaje w Śliwicach, a dołącza do nas Patrycja, zatem znowu w pięcioosobowym składzie, Madzią wypchaną po brzegi ruszamy dalej do Poznania, gdzie docieramy dobrze po północy.

Poznań

W poznaniu

W Poznaniu dach nad głową mamy dzięki gościnności chrześnicy mojego taty – Ewy i jej rodziny. Przygarnęła nas i ugościła, tak że w nocy mogliśmy odpocząć, a rano po śniadaniu ruszyć na zwiedzanie miasta.

Kasia i WitekJerem i DusiaPatrycja
PatrycjaKasiaJeremi

Zaczynamy od Rynku, na którym stoi piękny renesansowy ratusz. Nie pamiętam czy udało nam się zdążyć na hejnał, ale pamiętam, że szybko dał o sobie znać nasz nałóg i po obejrzeniu kilku kamieniczek postanowiliśmy sobie zrobić przerwę na lody i piwo.

PoznańDusia i JeremiKasia i PatrycjaW Poznaniu
Kasia, Patrycja i WitekBazylika Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Marii Magdaleny i św. Stanisława Biskupa (Poznań)

Okazuje się, że w Poznaniu nie ma ani krasnali, ani żadnej królewny. Jest za to zamek, a po drodze fontanna wolności. Jak wolność, to wolność, żeby się ochłodzić, wskakujemy do wody na waleta, a zaraz później salwujemy ucieczką przed nadgorliwą strażą miejską. Mokrzy docieramy do Zamku Cesarskiego wybudowanego dla, a jakże, cesarza niemieckiego Wilhelma II. Po co w Poznaniu, sercu kraju Polan budować zamek dla szkopa, tego pojąć nie potrafię. Powinni go przerobić na prawdziwe muzeum Pana Tadeusza. W dodatku przybytek ów został zbudowany w latach 1905-1910 i jest jednym z najmłodszych zamków na kontynencie, czyli nie dość, że niemiecki, to jeszcze nawet nie jest stary. Też mi zabytek.

Bazylika Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Marii Magdaleny i św. Stanisława Biskupa (Poznań)
DusiaW PoznaniuPoznań

Wycieczkę kończymy na Ostrowie Tumskim, jednym z historycznych miejsc, gdzie ponad 1000 lat temu Mieszko figlował ze swoimi siedmioma żonami, a po tym, jak się był nawrócił, upijał z Jordanem mszalnym winem. Najwyraźniej rację mają ci, co twierdzą, że alkohol szkodzi zdrowiu, bo tutaj ostatecznie spoczęły jego doczesne szczątki. Kobiety i alkohol nie były oczywiście jedynym hobby Piastów, powszechnie znana jest ich skłonność do dalekich podróży, które popularyzowali jeszcze przed Halikiem czy Cejrowskim. Każdy słyszał na pewno choćby o słynnej wycieczce Chrobrego do Kijowa, a i jego prawnuk pół świata zjeździł. W przeciwieństwie jednak do swych przodków na wieczny spoczynek tutaj nie powrócił.

Figlarze byli z Piastów ogromni i ich wybryki trudno by było w dzisiejszych standardach zamknąć, a jednak Narodowy Bank Polski odważył się ich wizerunki na banknotach zamieścić, to i chyba ja mogę cześć im oddać. W osi katedry znajduje się poświęcona im złota kaplica. Nazwa wzięła się pewnie stąd, że aby ją zobaczyć, trzeba wrzucić do automatu pięć złotych. W ten cudowny sposób uruchamiamy instalację elektryczną, która pięknie oświetla wnętrze kaplicy, dosłownie nadając jej blasku. Co za czasy. Nawet w kościele, jak nie posmarujesz, to nie pojedziesz.

KasiaDusiaPoznań
Witek, Patrycja, Kasia, Dusia i Jerem w Poznaniu

Na koniec tego przemiłego dnia robimy sobie wspólne pamiątkowe zdjęcie, chyba najmilsze zdjęcie z całych wakacji. Po tak udanym dniu z ciężkim sercem wraca się do samochodu, ale cóż zrobić, droga nas wzywa. Wracamy do Ewy i jemy wspólną kolację, po której dzieci wracają do zabawy, a my kładziemy się na dwugodzinną drzemkę. Wyruszamy po północy, tak by dojechać nad morze w sam raz na wschód słońca. To według mnie najlepsza pora na przywitanie z naszym kochanym Bałtykiem! W drogę!

U Ewy

Notice: Undefined index: STATrad in /home/kriton/domains/obywatel.libertas.pl/public_html/obywatel.php on line 127
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.