Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...


Są takie słowa, a w zasadzie zaklęcia, które potrafią w sposób magiczny nas odmienić. Wykrzesać dodatkową porcję energii, optymizmu, a nawet czasu i pieniędzy. Oczywiście każdy ma swoje własne czary i to, co działa na jednych, niekoniecznie działa na innych! Jednym z najmocniejszych zaklęć w naszej Księdze Czarów jest zaklęcie „Tatry”. Zaprawdę wielka jest jego moc, wyczarowuje ono urlop, pieniądze, ba, czasem nawet zdrowie!
Kiedy więc tata Kasi wspomniał coś o Lodowej Przełęczy, wszystkie problemy tego świata skurczyły się do wielkości łebka od szpilki i już po chwili pędziliśmy naszym mechanicznym rumakiem w wiadomym kierunku. Plan jest taki: jedziemy we czwórkę (Kasia, Daniel, Michał i ja) na dwa samochody, co umożliwi nam rozpoczęcie i zakończenie wycieczki po dwóch stronach Tatr. Wyruszymy z Tatrzańskiej Jaworzyny, przejdziemy przez Lodową Przełęcz i zejdziemy do Starego Smokowca.






Mapa mówi, że przejdziemy około 22,5 km i pokonamy około 1669 m przewyższenia. Najwyższy punkt tej pięknej wycieczki wypadnie nam na Lodowej Przełęczy o wysokości 2376 m n.p.m. Powiedzcie sami, kto by odmówił?!

Pogoda chyba wyczarowała się sama! Dzień był tak piękny, że aż z wrażenia pękała klisza w aparacie! Na przełęczy, której wysokości mógłby pozazdrościć jej niejeden szczyt, zrobiliśmy sobie krótką przerwę na zdjęcia i ruszyliśmy w dalszą drogę...

