Kronikarskie ciągoty odziedziczyłem najwyraźniej po tacie, z wiekiem doszła potrzeba pamięci i może naiwna próba jej ocalenia. Zapisana światłem pamięć o mojej rodzinie sięga roku 1934 roku. Zapraszam...


W pięknym, porannym słońcu mój wehikuł wygląda trochę tak, jakby pokonał trasę rajdu Paryż-Dakar, warstwa kurzu przywiezionego z Vama Veche prezentuje się naprawdę imponująco, więc w żaden sposób nie mogę zrozumieć małżonki, która kategorycznie domaga się dla niego mycia. Ponoć wstyd do takiego wsiadać! Wstyd? Przecież samochód służy do tego, by nim jeździć, a ten kurz, który go oblepia, jest częścią podróży, ba, wręcz dowodem, że używamy samochodu prawidłowo! Dlaczego mamy się go pozbywać? Jakbym chciał poszpanować lśniącą karoserią, to bym się z domu nie ruszał. Szyby to rozumiem, w końcu trzeba coś widzieć, ale reszta? I co, może jeszcze wodą? Żeby zardzewiał?! Ach te kobiety.
Po długiej i głośnej dyskusji w końcu niechętnie, dla świętego spokoju, zgadzam się na wizytę w myjni, ale powiem Wam, że od wewnątrz specjalnie różnicy nie widać! Poza tym, że oczywiście jest ciszej.





Braszów jest rewelacyjnie oznakowany, więc bez żadnych problemów i praktycznie bez użycia mapy, bardzo szybko docieram na starówkę, w pobliżu której od razu znajduję miejsce, by zaparkować umyty i lśniący samochód. Wstępujemy do małej knajpki, gdzie jemy bardzo smaczne śniadanie. Motto głosi The sandwichshop is not fast food! Is good food fast!
.
Po śniadaniu idziemy pospacerować po zabytkowej części Braszowa. Przechodzimy obok Czarnego Kościoła, zaglądamy do Cerkwi Prawosławnej Narodzenia Matki Boskiej, przechodzimy przez najwęższą uliczkę w Europie, mijamy pozostałości po starych murach miejskich. Kolejką linową wjeżdżamy na wzgórze Tampa, skąd roztacza się dobry widok na całe miasto. Pogoda jest piękna, więc widać jak na dłoni zarówno starą część miasta, jak i położone dalej nowe, betonowe osiedla.






W Braszowie spędzamy około sześciu godzin. Nikt nas nie pogania, więc się nie śpieszymy... Może gdybyśmy się pośpieszyli, to zobaczylibyśmy w Rumunii więcej, bo co tu dużo kryć, każde omijane miejsce pozostawia we mnie palący niedosyt, ale z drugiej strony, przecież nie chodzi tu o „zaliczanie” jak największej ilości miejsc. No i zawsze pozostaje pretekst, by przyjechać do Rumunii ponownie.

Odbijamy na południowy-zachód. Przejeżdżamy przez Râşnov i Bran. W Branie znajduje się zamek, który dość długo był reklamowany jako zamek Drakuli. Jest niemal pewne, że pierwowzór Drakuli, czyli Wład Palownik, nigdy z zamkiem nie miał nic wspólnego, ale reklama zrobiła swoje i turystów są tu tłumy.


Przy drodze często stoją starsze i młodsze panie sprzedające swoje wyroby. Wśród nich całe bogactwo wędlin, np. kiełbasa z dzika i z niedźwiedzia! Bardzo mocno uwędzona, sucha, pyszna... Oprócz tego soki z różnych owoców, no i oczywiście palinka! Przy jednym z takich straganów kupujemy trochę kiełbasy z dzika, trochę z niedźwiedzia i dwie duże butelki soku. Wszystko jest bardzo smaczne, ale niestety dość drogie. Zostawiam u sprzedawczyni prawie 100 lei. Ach ta dziczyzna...




Na ostatnim odcinku przed Curtea de Arges bardzo pogarsza się droga. W dodatku jest już ciemno i niełatwo dostrzec dziury, które należałoby ominąć. Ograniczam prędkość do 20 km/h, a i tak czasem mam wrażenie, że jadę zbyt szybko. W końcu docieramy do celu, a zaraz przy wjeździe znajdujemy motel. Niestety są tylko małe, niezbyt przyjemne, dwuosobowe pokoje po 100 lei każdy. Postanawiamy poszukać czegoś innego. Trafiamy na ładny pensjonat, ale w nim w najlepsze trwa wesele! Jeśli do tego dodać cenę 180 lei to nie jesteśmy zachwyceni. Szukamy dalej, ale okazuje się, że wszędzie wszystko zajęte!
No trudno, wracamy do pensjonatu, ale okazuje się, że pokój w międzyczasie został wynajęty! Wracamy do tego brzydkiego motelu przy wjeździe, ale tu też już wszystkie miejsca zajęte! Znajdujemy jeszcze jeden hotel trochę za miastem, ale tutaj podobnie! No nic, jak przygoda, to przygoda! Noapte bună.



Rumunia 2009:
Rumunia 2010, część I – Satu Mare, Săpânţa i Bârsana (59 zdjęć)
Rumunia 2010, część II – malowane cerkwie Bukowiny (55 zdjęć)
Rumunia 2010, część III – Jedziemy nad morze (51 zdjęć)
Rumunia 2010, część IV – Vama Veche (43 zdjęcia)
Rumunia 2010, część V – Vama Veche po raz ostatni (37 zdjęć)
Rumunia 2010, część VI – Braszów (33 zdjęcia)
Rumunia 2010, część VII – Curtea de Argeş i Szosa Transfogaraska (37 zdjęć)
Rumunia 2010, część VIII – Sybin i Hunedoara (38 zdjęć)
Rumunia 2010, część IX – Hunedoara i Jaskinia Niedźwiedzia (25 zdjęć)